sobota, 31 października 2015

Rozdział 17 "Ty żyjesz!"

Pamiętacie jak wybuchł dom Katniss i Peety? Ja zupełnie o tym zapomniałam, ale teraz naprawiam swój błąd ;)

* Oczami Annie *
Biegniemy w kierunku pożaru. Dopiero co Katniss, Peeta, Willow, Rye i Emily znaleźli dom po wybuchu ich własnego, a już zaraz znów wszystko stracą.
Kiedy dobiegliśmy na miejsce była już tam straż. Nie udało im się nic uratować. Cały czarny w połowie zawalony dom stał, a w niektórych miejscach żarzył się ogień. Zapłakana Johanna i Lucas z dziećmi stali przed ich byłym domem.
-Możecie pomieszkać u nas... - mówię trochę przyciszonym głosem.
-Wszyscy się nie zmieścimy. - mówi smutno Katniss. -Joahnna! Wy idźcie... - mówiła załamana.
-Nie! My sobie poradzimy. Macie małe dzieci... - mówiła przez łzy.
-Damy radę... - naciskała Katniss.
Po rozmowie "Ty! Nie ty!" wyszło, że Jo idzie z nami. Dałam jej kilka ciuchów i pokazałam pokój. Gorzej było z miejscem dla dzieci. Alex ustąpił swojej sypialni i oznajmił, że pomieszka na kanapie.
* Oczami Katniss *
-Mam... - mówiła moja mama.
-Co masz... ? - mówiłam z cieniem nadziei.
-Mam... mam dom! - kiedy skończyła swoją wypowiedź uśmiechnęła się.
-Nie... Nie musisz oddawać nam swojego domu... - mówiłam z głową spuszczoną.
-Nie! To nie mój dom. To znaczy mój, ale ja tam nie mieszkam. - mówiła Marianne.
Na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Peeta zbliżył się do mnie i objął ramieniem, a drugą ręką łaskotał Emily śpiącą w moich objęciach.
-Przenocujcie u mnie, a jutro pokarze wam dom. - uśmiechnęła się w kąciku ust.
Szliśmy do domu mamy nie całe 15 minut. Gdy doszliśmy naszym oczom ukazał się nie duży dom o jasno brązowej elewacji. Po przekroczeniu drzwi wejściowych widać było długi korytarz, który prowadził do wszystkich pozostałych pokoi. Na końcu mieściły się schody, które prowadziły na poddasze.
-Tam są wasze pokoje. - wskazała palcem na schody.
* W nocy *
-Mamo... Nie mogę zasnąć. - mówiła zaspana Willow ze łzami w oczach.
-Chodź tu... - odkryłam kołdrę.
Brunetka położyła się przy mnie i głaskała Rye'a leżącego na mojej klatce piersiowej. Po pół godzinie zasnęła wtulona w poduszkę z jedną ręką na główce blondynka.
* Rano *
Nie spałam całą noc, a mimo to byłam wyspana i nie brakowało mi energii. Przywitałam się przebierającą nóżkami i uśmiechającą się Emily. Willow obudzła się chwilę po mnie, a Peeta jeszcze spał. Wyglądał tak słodko, że nie miałam serca go budzić. Will bawiła się z bratem, a ja kołysałam Emily.
-Mama... - powtórzyła mała blondynka z uśmiechem na twarzy.
Zadowolona połaskotałam ją po brzuchu, a ona zaśmiała się nie pochamowanym śmiechem.
-Gotowi? - słychać głos mamy z dołu.
-Chwila! - odkrzykuję.
Budzę Peetę, a następnie wszyscy się ubieramy i schodzimy do kuchni.
-Mmmm... - wciąga zapach Willow. -Co tak pachnie?
-Gofry. - Marianne wychyla głowę z kuchni i uśmiecha się.
Siadamy przy stole, ja z Emily na rękach, a Willow trzyma Rye'a.
-Więc... - mówię nie chętnie po zjedzonym śniadaniu do mamy.
Nie chciałam się do niej odzywać, ale coś nie chętnie mówi o naszym nowym domu.
-Właśnie! Wasz nowy dom jest w 2 Dystrykcie. Jest on po twoim ojcu... - mówi przyciszonym głosem patrząc na mnie.
Spuszczam wzrok i czekam, aż mama zacznie mówić dalej.
-Dam wam klucze... Kiedy tam dojedziecie zapytajcie burmistrza o Roberta Everdeen. Na pewno będzie wiedział o co chodzi. - puściła mi oczko, a ja nie reagowałam.
Szybko się zebraliśmy i poszliśmy na lotnisko poduszkowców.
* W Dystrykcie 2 *
Willow nie była zbyt zadowolona z powodu Cody'ego. Dopiero co do siebie wrócili, a teraz znów się rozstali.
-Dzień dobry Panno Everdeen! - z uśmiechem przywitał nas burmitrz. -Czym mogę służyć?
-My w sprawie domu... - mówiłam łamiącym się głosem.
-Wiem Pan gdzie mieści się dom zapisany na Katniss od jej ojca. Roerta Everdeen. - blondyn dokończył za mnie i pocałował mnie w policzek.
-Ah tak! Myślałem, że pewnie przyjedziecie po tych wiadomościach... - spuścił lekko wzrok.
-Tak... - mówił Peeta głaszcząc mnie po ramieniu, a z drugiej strony obejmując Willow.
-Duż biały dom... - powtarzał cały czas burmistrz. -Już wiem! To jest w Wiosce Zwycięzców. To znaczy po za. Na samym końcu z wielkim ogrodem. Trzy piętrowy dom z rozległą piwnicą na całą posesję. Sam chciała bym tam mieszkać. - zaśmiał się brunet, ale zaraz spoważniał.
-Dziękuję. - starłam się uśmiechnąć.
Ruszyliśmy do Wioski Zwycięzców. Jechaliśmy samochodem ponieważ 2 jest bardzo rozległa, a my byliśmy na obrzeżach, a Wioska jest w samym centrum.
Po około 45 minutach byliśmy na miejscu. Podczas drogi obejrzeliśmy prawie całe miasto.
-Wooow! - krzyczała Willow.
-Witaj w domu... - uśmiechnął się lekko Peeta i przytulił od tyłu.
Na dystans podeszłam do domu.
-No chodź Katniss! Nie wygłupiaj się! - krzyczał blondyn ciągnięty przez Will.
-Już biegnę! - ruszyłam w pogoń za rodziną z uśmiechem na twarzy.
Ogród był ogromny. Własny lasek, a na samym środku biały ogromny dom z wielkimi oknami. Ogromne drzwi wejściowe trzy razy większe ode mnie prowadziły do ogromnego salonu. Jak i na zewnątrz dom w środku był cały biały z akcentami czarnego. Kuchnia była w drewnianych szafkach z brązowo-białymi blatami z marmuru. Cała kuchnia była w lekkich brązach, ale i tak dominowała biel. Wszystkie cztery łazienki były fioletowo-białe. Dwa gabinety w żółtym i brązowym kolorze. Nasza sypialnia była biało-zielona. Przeważała zieleń, a pokój Willow był fioletowy jak łazienka z lekkim czarnym i białym akcentem. Rye dostał błękitno-biały, a Emily różowo-biało-czarny. Taki jak siostra tylko zamiast filetu pudrowy róż. Cały dom zachwycał. Gdy oglądałam pokoje w naszej sypialni znalazłam karteczkę złożoną w wazonie z kwiatami. "Kochana córeczko. Jeśli to czytasz to znaczy, że coś nie tak w twoim życiu. Bardzo chciał bym poznać swoje wnuki i zięcia, ale nie mogę..." Na drugiej karteczce w szafie było napisane: "Spotkajmy się jutro w parku przy twoim pomniku" Podpisane Robert Everdeen. "Kochający tata" Atrament na tej kartce był jeszcze świeży... Przerażona opadłam na ziemię i oparłam się o łóżko.
-Prawda, że jest tu wspa... - przerwał na mój widok.
Powoli podszedł i mnie przytulił. Pokazał mu obie kartki, a ona zamarł tak samo jak ja....
-Mamo! - krzyczała Willow chodząc po domu.
-Tu jesteśmy. - mówił Peeta.
-Coś się stało... ? - mina Willow zamieniła się w zdezorientowanie.
-Masz dziadka... - mówiłam z oczami wbitymi w podłogę.

3 komentarze: