czwartek, 22 października 2015

Rozdział 1 "A co dalej... "

Siedzę w kącie na strychu zalewając się łzami, a włosy z wysoko upiętego koka spadają mi na twarz. Słyszę kroki na schodach, a po chwili skrzypnięcie drzwi. Obracam się w stronę źródła dźwięku odkrywając przy tym twarz. W wejściu na strych stał umięśniony mężczyzna. Blondyn podszedł do mnie i starał się uśmiechnąć. Nie chciałam na niego patrzeć więc od razu schowałam twarz. Rękami objęłam kolana i siedziałam.
-Nie możesz się wiecznie chować Katniss! - blondyn odezwał się stanowczo, acz opiekuńczo. -Będziesz ją widywać codziennie. - posmutniał.
Chłopak nie wiedział jak to przeżywam, że za każdym razem widzę w niej Prim, a w Prim mamę.
Spojrzałam na niego katem oka, a on odgarnął mi włosy z twarzy i otarł łzy kciukiem. Westchnęłam głęboko. Blondyn zrozumiał dokładnie, że chodzi o to... Zwłaszcza, że Willow miała teraz tyle lat co Prim i wyglądała dokładnie jak ona. Nie mogłam przeżyć tego, że ją straciłam. Dopóki Willow nie osiągnęła minionego wieku nie odczuwałam tego, aż tak. Teraz boję się jeszcze bardziej, że ją stracę tak jak siostrę. Wstałam i chwiejnym krokiem ruszyłam w stronę wyjścia. Na korytarzu ukazała mi się ona... moja córeczka. Wszystkie myśli, które przed sekundą odpędziłam wróciły. Nie mogłam jej tego ukazać. Po jej wyrazie twarzy było widać, że słyszała co Peeta mówił. I... chyba, albo raczej na pewno zrozumiała, że chodzi o nią. Oczy zrobiły jej się szklane, a potem i mi zabłysły oczy. Peeta przyglądał się tylko i nie śmiał odezwać się ani słowem. Piszczało mi w uszach. Nie wiedziałam co się dzieje i pomału traciłam kontakt ze światem. Chwilę jeszcze utrzymałam się na nogach, ale nie trwało to długo. Po kilku sekundach padłam na podłogę. Przed tym jak straciłam przytomność widziałam zamazany obraz zbiegającej Willow po schodach. I głuchy trzask drzwi.
* Oczami Willow *
Biegnę prosto przed siebie. Nic nie widzę przez łzy, które cały czas napływają mi do oczu. Chcę jak najszybciej oddalić się od domu! Jak strzała wbiegam do lasu. Biegnę jeszcze długo, aż zaczyna mi brakować sił. Nie myślę już wcale. Biegnę dalej i dalej. Nie martwiąc się o to, że się zgubię. Po paruset metrach nogi odmawiają posłuszeństwa i zmuszona jestem się zatrzymać. Zastanawiam się czy ktoś pobiegł za mną. Nie wiem tego, gdyż w uszach dudnił mi tylko wiatr i nic więcej. Rozpoznaję tę część lasu. W tej okolicy chodziliśmy na pikniki gdy miałam 7 lat. Minęło trochę czasu odkąd tu ostatnio była. Pomimo tego dokładnie rozpoznaję wszystkie ważne dla mnie przedmioty i miejsca. Znajduję zwaloną kłodę, w której chowałam swój łuk. Polowania z mamą na coś się przydały... Teraz gdy mam broń nie zginę z głodu. Będę mogła długo się ukrywać. Z obozowiska biorę najpotrzebniejsze rzeczy, a z chustki, którą znalazłam na ziemi zrobiłam plecak. Wzięłam nóż, kilka opatrunków i spirytus oraz coś podobnego do śpiwora. Zanim wyruszyłam w drogę ustrzeliłam kilka wiewiórek, które schowałam do plecaka. Obejrzałam się za siebie i pomyślałam co robią teraz rodzice. Nie zastanawiając się długo ruszyłam na wędrówkę. Nie myślałam o tym czy kiedykolwiek wrócę jeszcze do domu, czy zobaczę Iskrę i czy przytulę tatę, bo nie wiem czy będę potrafiła spojrzeć mamie w oczy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz