* Oczami Katniss *
Kiedy budzę się następnego dnia nadal jestem w szpitalu. Dookoła mnie
nie ma żywej duszy. Trochę się cieszyłam, a trochę i nie. Mogłam oddać się
przemyśleniom, ale fakt że nikt na mnie nie czeka był gorszy. Kiedy miałam
oddać się beztroskim marzeniom za komodą usłyszałam szmer. Musiał to być tylko
wiatr, bo okno było otwarte więc, aby nie dopadła mnie samotność sięgnęłam na
szafkę nocną po książkę. Otwieram ją, a dookoła mnie pojawia się tłum ludzi,
którzy krzyczą "Niespodzianka!". Ja robię tylko zdziwioną minę nie
wiedząc o co chodzi. Nagle rozbrzmiewa piosenka, a na salę wchodzi Johanna,
Haymitch, Annie i Effie z... WIELKIM TORTEM, a piosenka śpiewana przez nich
brzmiała ;"Sto lat, sto lat niech żyje, żyje nam!". Na mojej twarzy
pojawia się wielki banan i czerwienię się jak głupia. Z ogromnego
pięciopiętrowego tortu cieszę się jak dziecko.-Ten tort zrobił Peeta... Dla was - mówi Effie, której głos stopniowo cichnie.
Na mojej twarzy znów ukazało się zdziwienie. "Dla nas..." powtarzam sobie.
-O co chodzi Effie!? - zastanawiam się.
Przez moją głowę przepłynęła trafna myśl. Na moje 18 urodziny Peeta oświadczył mi się. Po tej myśli do oczu napłynęły mi łzy. Oczy zrobiły mi się szklane, a zaraz potem poleciał wielki wodospad łez. Wszyscy podeszli do mnie i przytulili. Jeśli to w ogóle można nazwać "Przytulaniem się". Oni raczej mnie zgnietli!
* 2 godziny później *
Wszyscy pomału się rozchodzą, a na dłużej zostaje Haymitch, Annie, Johanna i Effie. Rozmawialiśmy o sprawie zniknięcia Peety, a Haymitch pocieszył mnie słowami; "Pewnie już nigdy go nie zobaczymy. W każdym razie żywego!", a po tych słowach szyderczo się zaśmiał. Wiem, że chciał mnie rozzłościć i to mu się udało. Złapałam lampę, która stała na szafce nocnej i już wycelowałam, już go miałam gdyby nie... Effie. Niebieskowłosa złapała mnie za rękę i kazała odstawić lampę. Ze złością w oczach i z zaciśniętymi zębami odstawiłam ją, a Haymitch dalej próbował mnie wkurzyć. Po setnym razie jego wrednych docinek nie wytrzymałam. Rzuciłam się na niego i walnęłam prawego i lewego sierpowego. Effie i Annie musiały mnie odciągać, bo Johanna zbyt dobrze się bawiła, aby to zrobić. Zamiast nas rozdzielić kibicowała nam... to znaczy mi! Wściekła i rozdrażniona usiadłam na fotel i założyłam ręce. Haymitch pobity i z rozczochraną fryzurą usiadł na łóżko, a na jego twarzy widniał ten jego uśmieszek. Przegarnął włosy z oczu i poprawił koszulę.
-Od kiedy on w ogóle dba o swój wygląd. - zastanawiałam się.
Oczywiście Abernathy nie odpuszczał, ale ja zachowywałam grobowy spokój. Po jakimś czasie znudziło mu się to, a ja z triumfalnym uśmiechem siedziałam na fotelu.
* 1,5 godziny później *
Na sali zostajemy tylko ja i Johanna. Annie musiała iść do Alexa. Srtasznie opiekuje się swoim synem pomimo, że niedługo kończy 16 lat, a co do Effie i Haymitcha wolę nie wnikać... Kiedy wychodzili Abernathy klepnął niebieskowłosą w tyłek, a ona się uśmiechnęła. Nie burzyła się ni nic. I chyba myśleli, że nie widać, bo pocałowali się na samym środku szklanej ściany. Kiedy Effie nas zobaczyła patrzących na nich jak na zjawę zaczerwieniła się. Cała! Złapała Haymitcha za rękę i uciekła korytarzem. Ja i Johanna z początku popatrzyłyśmy na siebie, a potem wybuchłyśmy głośnym i niepochamowanym śmiechem.
-Johanna? - zapytałam przez śmiech.
-Co? - spojrzała się na mnie kątem oka.
-A... Czemu jestem w szpitalu? - zapytałam.
-Hmmm... lekarz mówił coś, że masz jakieś zaniki pamięci, a twój stan nie jest odpowiedni.
Wywaliłam oczy na wierzch po wysłuchaniu Jo.
-Co? Czemu nikt mi o tym nie powiedział?
-Jak to nie? Dokładnie pamiętam jak Effie jeszcze dziś rozmawiała z tobą na ten temat... - mówiła z lekkim przerażeniem.
Pierwsza myśl jaka mi przyszła do głowy to; "Lekarz miał rację!" Zakłopotana chciałam za wszelką cenę wszystko sobie przypomnieć! Ale nie wiedziałam jak! Miałam nagły napad paniki i raz płakałam, a raz się śmiałam. Nie wiedziałam czemu to robię... !
-Katniss! Hej Katniss! To ja ! Johanna, spokojnie wszystko będzie dobrze. - Jo próbowała mnie uspakajać.
Szybko oddychałam i kręciło mi się w głowie. Czułam jak bym miała zaraz zwymiotować! I właśnie w tym momencie na salę wpadł lekarz.
-Panno Mellark! Wszystko dobrze? - lekarz zaniepokojony patrzył na całą sytuację.
-Nie nic się nie stało! - rzuciła opryskliwie czerwonowłosa.
* Rano *
-Hej Katniss! Wszystko w porządku? - zapytał męski głos kiedy tylko choć trochę otworzyłam oczy.
Pomału się rozbudziłam, ale kiedy byłam całkowicie przytomna nie widziałam nikogo obok mnie. Wyskoczyłam z łóżka i gorączkowo zaczęłam szukać mężczyzny. Kiedy pomyślałam, że to tylko mi się wydawało zobaczyłam parę oczu spoglądających na mnie. Parę błękitnych oczu... , którym towarzyszyła blond czupryna. Teraz akurat nie była blond z powodu krwi. Kiedy tylko zobaczyłam Peetę na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Chciałam do niego podbiec, ale bałam się, że to tylko sen, a on zaraz zniknie! Patrzyłam się na niego jeszcze chwilę i nie mogąc powstrzymać emocji zaczęłam płakać. Peeta wychylił się z za kołdry i rozłożył ręce. Wpadłam w jego objęcia, a on ostatkiem sił pocałował mnie w głowę.
Oooo... jakie słodkie! Przeczuwałam, że Peeta wróci do Katniss :)
OdpowiedzUsuńWiedziałam, że Alex to syn Annie i Finnicka!! Biedna Annie... straciła Finnicka i teraz jest nadopiekuńcza w stosunku do Alexa... w sumie to nic dziwnego.
Jestem ciekawa co u Willow :)
Czekam na kolejny rozdział, życzę duuuużo weny i zapraszam do czytania i komentowania mojego bloga:
http://losyfinnickaiannie.blogspot.com/
Pozdrawiam
love dream
http://losyporebelii.blogspot.com/ zapraszam do nas
OdpowiedzUsuńBlog prowadzą Yuuki i Kosogłos
Fajny rozdział