-Odsuń się od niej! - rozbrzmiał głos chłopaka.
Odruchowo chciałam coś powiedzieć, ale zdusiły mnie łzy. Bezradna opuściłam wycelowany łuk i zsunęłam się po pniu drzewa. Wzrok skierowałam na ziemię, a następnie podwinęłam kolana.
-Nie... nie.. nie płacz! Nie chciałem Cię wystraszyć! Przepraszam! - głos chłopaka złagodniał i był pełen zakłopotania.
Kiedy usłyszałam słowa; "Nie płacz..." wszystkie łzy odpłynęły, a ja spojrzałam na niego wzrokiem "Zginiesz marnie". Teraz to w oczach chłopaka pojawił się strach... Zdezorientowany moim zachowaniem stanął bez ruchu. Był w takiej pozycji, w której na niego spojrzałam. Wyglądał prze komicznie. Jedną nogę miał wyciągniętą, a druga opierała się tylko za palcach. Jego mina była już w ogóle bez cenna. Wszystkie uczucia zamieniły się w śmiech. Głośny i niepochamowany. Chłopak, który stał przede mną nie wiedział jak ma się zachować. Minę miał zdziwioną, a zarazem mi pełną entuzjazmu i uśmiechu.
Śmiałam się dobre 5 min. Kiedy przestałam spojrzałam na chłopaka swoimi błyszczącymi oczami, a on zbliżył się do mnie niepewnym krokiem.
-Nie bój się! Nie ugryzę! - powiedziałam rozweselonym głosem.
-Ja?! Bać się! - chłopak odparł z oburzeniem. - I to takiej dziewczyny?!
-Masz coś do dziewczyn? - mówiłam przez zaciśnięte zęby.
Miałam ochotę się na niego rzucić! Staliśmy tak na przeciw siebie nie całą minutę. Ta niezręczna cisza pełna gotowości do walki została przerwana przez nasz nagły napad śmiechu. Padliśmy na ziemię i zwijaliśmy się ze śmiechu.
Czas mijał nieubłagalnie szybko, a ja zapomniałam całkowicie o ojcu. Pochłonięta rozmową z chłopakiem, która trwała z półtorej godziny. Siedzieliśmy i rozmawialiśmy, a ja nie znałam jego imienia, ani on mojego. Nie zważaliśmy na ten fakt... Od słowa do słowa rozmowa zeszła na temat o Katniss Everdeen. Chłopak pełen pasji opowiadał o mojej mamie, a ja podawałam mu dodatkowe fakty, w których się ze mną kłócił. Bo on przecież wie lepiej. Kiedy po raz pierwszy wypowiedział imię mojej mamy, a następnie chciał zacząć nazwisko odruchowo go poprawiłam.
-Nie Everdeen tylko Mellark! - krzyknęłam oburzona.
-Dobra, dobra! - krzyknął chłopak nie zważając na ten fakt.
Potem zaczęłam omijać to, że zmienia nazwisko mojej matce, a za dziesiątym razem nie wytrzymałam.
-MELLARK!!! - wydarłam się na cały las.
-A ty skąd niby taka pewna? - zapytał chłopak z przekonaniem w głosie.
-Może stąd, że to moja matka! - krzyknęłam mu prosto w twarz.
Po tych słowach chłopak osłupiał.
-Przepraszam, że krzyczałam. - powiedziałam ciszej niż szeptem.
Pomimo tego chłopak dalej stał i gapił się na mnie, bo tego inaczej nazwać nie można. Spoglądał na mnie jak na zjawię. Czułam się strasznie dziwnie, kiedy ktoś się długo wpatrywał w moją osobę. Spokojnym krokiem tak, aby go nie przestraszyć podeszłam do niego, a następnie machnęłam ręką przed oczami. Brunet na raz wybudził się z transu.
-Jesteś córką Katniss Ev... to znaczy Mellark? - pytał zdumiony.
-Tak. - odpowiedziałam tak jak by to było coś oczywistego, bo tak było. - Nazywam się Willow Mellark. - odpowiedziałam pełna dumy, choć nie lubiłam się tym chwalić, bo tak na prawdę to nie było czym.
Chłopak znów tylko się patrzył i nie odzywał.
-Hallo! - krzyknęłam mu prosto do ucha.
-Yyyy...! Cody Dacourt. - wystrzelił z otwartymi wciąż ustami.
-Co Cody Dacourt? - pytałam.
-Tak mam na imię! - wykrzyknął zdenerwowany chłopak.
Kiedy sytuacja się uspokoiła i wszystko sobie wyjaśniliśmy przypomniałam sobie o tacie. Zerwałam się na równe nogi, chciałam już biec ale... Zatrzymał mnie on! Cody!
-Powiedziałem coś nie tak? - pytał opiekuńczym głosem łapiąc mnie przy tym za rękę.
-Nie! - rzuciłam szybko próbując wyrwać się z uścisku. -Wszystko dobrze tylko zapomniałam... - nie dokończyłam, bo wykorzystałam sytuację gdy Cody poluźnił uścisk, aby przesunąć rękę. I wtedy uciekłam nie dokańczając zdania.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz