poniedziałek, 26 października 2015

Rozdział 11 "Nareszcie go mam!"

Kiedy widziałam jak iskrzy pomiędzy Alexem, a Allice zrobiło mi się ich szkoda. Za kilka dni będą musieli się rozstać... jedno z nich zginie prędzej czy później, bo jak na razie szanse na nasz plan ratunkowy są znikome. Nie możemy NIC wymyśleć! Nic! Po pewnym czasie przyszła do mnie Annie. Szukała Alexa... Wiedziałam, że chce z min przeprowadzić rozmowę wychowawczą o tym, że dziewczynki w tym wieku interesuje wiele RZECZY! Tak samo było z Sophie. Nie chcąc skazywać związku młodych skłamałam. Choć bardzo dobrze wiedziałam gdzie są.
* Rano *
Kiedy budzę się następnego dnia przez okno widzę słońce, które już dawno wzeszło. Było koło południa, ale aby się upewnić sprawdziłam godzinę w telefonie. Była 13;46. "Czemu nikt mnie nie obudził - myślę". Był to nasz ostatni wspólny dzień... taki ze wszystkimi razem. Myśląc, że pewnie są na obiedzie powędrowałam na stołówkę, ale tak też ich nie było. Moja kolejna myśl była taka, że... może siedzą w łazience i obgadują plan wydostania trybutów. Niestety tak także ich nie było. Zawiedziona i zła wróciłam do pokoju. Zamówiłam bułkę z serem i mleko, a następnie usiadłam przed telewizorem. Oglądałam jeden z tych ich seriali. O ile można tak to w ogóle nazwać. Po skończonym seansie i zjedzonym późnym obiedzie zabrałam się do ponownego przeszukiwania hotelu. I znów; nie było ich, ani w jadalni, ani w salonie, w łazience, na sali do ćwiczeń, pokazie swoich umiejętności... INGDZIE! Maszerując zła po korytarzu usłyszałam śmiech... śmiech Effie, a następnie krzyk Haymitcha. "Chcą mi zrobić jakiś durny kawał - myślę" i nie zwracając na to uwagi wracam do pokoju i biorę prysznic. Gdy wychodzę z łazienki wielki telewizor włącza się sam z siebie. Na początku leci jakiś głupi film, a potem zmienia się to w nagranie od Haymitcha.
-Hej księżniczko! - uśmiecha się głupawo. -Pewnie zastanawiasz się gdzie jesteśmy? - pyta jak by nie znał odpowiedzi.
W odpowiedzi zakładam ręce i patrzę na niego miną "Na prawdę?"
-Tak, tak wiem! - uśmiecha się znów. -Jesteśmy w 14...
Na mojej twarzy pojawiło się nagłe zdumienie.
-Jak? - krzyczę. -Wy siedzicie sobie w tej je*anej 13, a ja tu gniję! - krzyczę z wyrzytami.
-Tak! W trzynastce! - krzyczy ciszej ode mnie.
-Co wy tam robicie do cho*ery?
-No... Takie małe wakacje sobie zrobiliśmy. - uśmiecha się lekko.
-W takim razie kiedy wrócicie? - pytam jak dama.
-Jeszcze dziś. - uśmiecha się nie pewnie.
W ogóle cały czas się szczerzy!
Wykorzystując czas wolny postanowiłam NA SPOKOJNIE obejrzeć cały budynek. Podczas zwiedzania zabytkowej biblioteki, usłyszałam krzyk. Był to wrzask Victori.
-Do cho*ery! Co z was za debile! - krzyczała głośniej niż Johanna, a ona potrafi dać czadu.
Po cichu skradałam się do jej gabinetu. Kiedy tam przyszłam zauważyłam, że nie ma... NASZYJNIKA! Nie było go! Na mojej twarzy pojawił się podstępny uśmiech. Postanowiłam DOKŁADNIE przeszukać wszystkie miejsca. Po dłuższym czasie oraz ucieczkach przed blondynką nie pozostało mi więcej miejsc jak... Sypialnia Victori. Niczym tajny agent wkradłam się do pomieszczenia. Moje serce waliło jak młot! Moje szukania poszły na marne nigdzie go nie było.
Gdy miałam opuszczać jej sypialnię i już prawie byłam na korytarzu zobaczyłam ją. Victoria zmierzała dokładnie w moim kierunku. Moje serce zabiło jeszcze mocniej, a całe ciało oblał zimny pot. Kiedy wlazła jak dama do pokoju zobaczyłam, że ma go w ręce. Nie wiem skąd i dla czego, ale w tym momencie przypomniałam sobie, że jest ten jeden jedyny moment gdy go zdejmuje. Nie było to z byt pomocne i nie wiadomo czy zadziała, ale kiedy się myła zostawiała go na toaletce. Musiał mieć jakiś mechanizm, który nie jest wodo odporny.
Postanowiłam przeczekać pod łóżkiem. Na moje szczęście, albo nie szczęście kiedy go zdjęła do pokoju wszedł jakiś facet. Victoria nie chętnie opuściła sypialnię, a ja miałam czas zabrać naszyjnik. Wykorzystałam sytuację i BAH! Mam go! Triumfalnie wróciłam do kryjówki. Przez pozostały czas podziwiałam jego zdobienia i drogocenne kryształy. Zabranie naszyjnika było warte; zobaczenia po raz drugi tego dnia wkurzonej Victori i uwolnienia Peety...
Teraz najtrudniejsza część... zakraść się i uwolnić chłopaka...
-
-
-
-
-Trochę słabo wyszedł, ale następne będą lepsze! Obiecuję!

6 komentarzy:

  1. Nie narzekaj, jest dobrze :)
    Fajnie, że Katniss wreszcie odebrała naszyjnik Victorii i uratuje Peetę.
    Przeczuwam, że to będzie epickie!!!
    Oooo... Alex i Alice!! Jak słodko, syn Finnicka się zakochał!!
    Ej! Tylko mają mi coś wymyślić i wyciągnąć wszystkich z areny! Nie wiem co, ale mają coś wymyślić!

    Czekam na kolejny rozdział i życzę duuuużo weny, a także zapraszam do siebie:
    http://losyfinnickaiannie.blogspot.com/

    Pozdrawiam
    love dream

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam propozycję współpracy ;) Gdybyś była chętna to napisz! ;*

      Usuń
  2. Super czekam nie mam żadnych zarzutów <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Super rozdział, czekam na next :**

    OdpowiedzUsuń