Idę chwiejnym krokiem do taty. Kilka kroczków przed nim łapię go za szyję i mocno przytulam. Dalej leży i mnie łaskocze. Śmieję się głośno! Z tyłu podchodzi mama i mnie łapie do góry. Podnosi nad głowę i zaczyna się kręcić. Piszczę, krzyczę, śmieję się i chaotycznie macham nóżkami i rączkami. Mama przytula mnie mocno, a ja zaplatam rączki na jej szyi i szepczę; Mama
Brunetka odrywa mnie od siebie i patrzy w oczy. Jej oczy się mienią i błyskają co jakiś czas. Z tyłu podchodzi tata. Łapie mnie od tyłu i przechyla. Szczerzę brawie bez zębną szczękę, a zaraz potem mnie podnosi. Zdezorientowana zaczynam gryźć swoją pięść. Znów się szczerzę i przytulam mamę.
Moje wspomnienie szybko znika. Nie czułam jak bym tylko wspominała. Czułam jak bym cofnęła czas i znów była małym rozkosznym dzieckiem.
Patrzę znów na Cody'iego. Zachodzącymi łzami oczami spojrzał na mnie. Zrobiłam to co zawsze on kiedy ja tak się czuję. Kciukiem podniosłam mu brodę, poprawiłam włosy z czoła, uśmiechnęłam się i pocałowałam w policzek. Miał taką reakcję jak zawsze ja. Zamknięte oczy i lekki uśmiech. Spuścił głowę i wyjął z kieszeni... zdjęcie. Czarno-białe zdjęcie przedstawiające chudą kobietę z czasów Igrzysk. Patrzę znów na niego. Widzę same włosy i trochę brodę, która dotyka klatki piersiowej. Miał zaciśnięte ręce, a ja domyśliłam się kto to...
-Mamo... - szepce do siebie chłopak.
Po kilku minutach podnosi głowę z uśmiechem. Robię minę taką kiedy nic nie rozumiem. Lekko sie śmieje i łapie moją rękę.
Jak mój dziadek mówi; "rozumiemy się bez słów " i już po chwili wiem co wywołało jego radość. Tak jak i u mnie zawsze pomagają wspomnienie te dobre z osobą, za którą tęsknimy.
-Szkoda, że Cię nie poznała. - uśmiecha się i patrzy mi w oczy.
-Szkoda, że ja jej nie poznałam. - odwzajemniam uśmiech.
-Twoja...
-Lily... Lili Linthe. - znów trochę posmutniał.
-Hej... ! - starałam się mówić jak on.
Uśmiech ponownie zagościł na jego twarzy. Złożyłam delikatny pocałunek na jego ustach.
* Oczami Cody'iego *
Willow nie musiała nic mówić, żebym wiedział co mam robić. Westchnąłem głęboko przywołując wspomnienia i zacząłem...
-Lily Linthe - moja mama. Została wylosowania do 66 Igrzysk Głodowych. Mieszkała w 10 Dystrykcie - przecieram zdjęcie kciukiem i w tym momencie ukazuje się jeszcze jedna postać. -Mój tata... patrzył na mamę jak wychodziła na scenę. Zakochał się w niej i obiecał sobie, że zrobi wszystko, aby przeżyła. Znał ją wtedy ze szkoły. Ra zamienili ze sobą zdanie. Dla ojca było to wielkie przeżycie jak i dla mamy, ale ona potrafiła skutecznie ukryć uczucia. Dwa lata przed dożynkami na, których została wylosowana zgłosiła się za nią jej siostra.
Oboje zginęli kiedy miałem 5 lat. Nasz dom spłonął, a że było to 3,5 lat po rządach Snowa nie wszystko działało jak powinno. Mama wróciła się po mnie i kiedy byliśmy już przy drzwiach puściła mnie na ziemię i kazała uciekać jak najdalej. Wróciła jeszcze po coś, ale już nie wyszła. Choć tego już nie jestem do końca pewien, gdyż od razu uciekłem do lasu. Całego roztrzęsionego znalazła mnie pewna dziewczynka. Zawołała mamę i tak poznałem Rose.
Była moją najlepszą przyjaciółką. Do czasu... Jej matka - pani Green oświadczyła, że weźmiemy ślub. Czym prędzej zabrałem zdjęcie rodziców i uciekłem. W lesie złapałem za łuk. Miałem wtedy 10 lat. Przed wyjściem napisałem krótki list, bo na dłuższy nie mialem czasu, gdyż nie bylem najlepszy w pisaniu. - spojrzałem na Willow zasłuchaną w moją opowieść. -Walczyłem o przetrwanie. Chowałem się przed ludźmi, którzy chcieli zabrać mnie do domu dziecka i kilka razy przed psychicznie wykończoną p.Green. Potem spotkałem najpiękniejszą, najcudowniejszą kobietę mojego życia. - znów podniosłem wzrok na dziewczynę.
Nie zdążyłem nic zrobić, bo zaraz rzuciła mi się na szyje. Nie trzymała już Emily na kolanach.
Zacząłem całować jej szyję.
* Oczami Willow *
Przeszedł mnie dreszcz. Lekko się wzdrygnęłam i zatopiłam palce w jego włosach. Wzdychając głęboko zaczęłam rozpinać dwoma palcami guziki jego koszuli.
Przerwał nam trzask drzwi wejściowych. Jak poparzeni odskoczyliśmy od siebie. Cali czerwoni siedzieliśmy sztywno na kanapie.
Kiedy tata, mama z rozdeństwem przeszli do innego pokoju Cody zwrócił się do mnie.
-Teraz ty...
-Co?
-Opowiedz mi o swojej przeszłości, o rodzicach, rzeczy, których nie wiem. O wszystkim... - uśmiechnął się ujmując moje dłonie.
Super <33
OdpowiedzUsuńDziękuję! ^^
Usuń