czwartek, 19 listopada 2015

Rozdział 28 "Always?"

*Oczami Katniss*
W życiu moim jak i moich dzieci dużo się ostatnio zadziało. Willow przeżyła pierwszą poważną kłótnię z Cody'm. Do dziś ze sobą nie rozmawiają. Will czasem płacze, zamyka się w pokoju, a w nocy nie śpi. Chce do niego wrócić, ale boi się jego reakcji. Nie widzieli się już koło tygodnia. Zawsze Kiedy widzę telefon Willow jest wybrany numer Cody'iego, ale nie ma żadnych połączeń. Trzy dni temu powiedziała, że nie chce chodzić do szkoły. Ze widzi tam Cody'iego. Na początku nie chciałam się zgodzić, ale Peeta z nią rozmawiała i powiedział, że potrzebuje odpoczynku.
*Oczami Willow*
Kiedy słyszę pukanie do drzwi na początku się wzdrygam. Zaraz potem odchodzi ode mnie myśl, że to Cody. Nic nie odpowiadam, a jednak ktoś wchodzi. Siada na skraju łóżka i głęboko oddycha.
-Nie mam ochoty rozmawiać... - mówię skrycie prawie, że do siebie.
-Nie musisz... - odpowiada. Nie był to Tata, ani mama, ani rodzeństwo.
Odkrywam lekko kołdrę i widzę...
Dziadka! Kiedy odkręca się w moją stronę zakrywam się spowrotem.
-Willow... - wzdycha.
Czuje jego mały uśmiech i roztańczone oczy na sobie. Choć nie widzę to wiem, że patrzy na mnie wzrokiem "Wiem, że tam jesteś ".
Wychylam się z powrotem, a on się uśmiecha. Trochę się rozpogodziłam. Nachylił się i odkrył mi twarz. Zobaczył mój lekki uśmiech. Palcami rociągnął kąciki moich ust w większą podkówkę. Roześmiałam się cicho, a dziadek też. Potem ja jeszcze głośniej i roześmialiśmy się na cały głos. Od dawna nie byłam tak radosna. Dalej rozmawialiśmy. Zwsze uwielbiałam spędzać czas z dziadkiem. Na samym końcu powiedział "Zamueszkam U was! " rzuciłam mu na szyję.
-Kocham Cię dziadku.
-Też Cię kocham wnusiu. - powiedział z troską.
Ten dzień nie był taki inny, szczęśliwy. Pomagalismy się rozpakować dziadkowi, sprzątnęliśmy jego pokój.
Wieczorem przygotowałam razem z nim kolację i zjedliśmy w rodzinnym gronie. Podczas biesiady koło 20:00 zadzwonił dzwonek do drzwi. Rodzice schowali twarze w stronę talerza, a dzidek uśmiechał się jak wtedy gdy jego plan się powiedzie. Dzieciaki się kręciły. Niepewnie lustrując wszystkich po kolei wstałam i oglądając się za siebie Kiedy przekraczałam próg poszłam do drzwi. Wyjrzałam przez wizjer i zobaczyłam... tak jak myślałam Cody'iego. Domyśliłam się już wcześniej, że to sprawka rodziców i dziadka. Serce mi stanęło... Oparłam się o drzwi plecami załapałam za klamkę. I pociągając przekręciłam się przodem. Otworzyłam małą szparę i odsunęłam się do tyłu. Odychylilam bardziej drzwi i zajrzałam. Nie wytrzymałam i otworzyłam je szybkim ruchem. Staliśmy wpatrzeni w siebie dłuższą chwilę, aż moje oczy zaczęły się szkilć, a on mnie objął. Przytulal mnie, a ja miałam opuszczone ręce. Położyłam brodę na jego ramieniu i położyłam ręce na plecach. Łzy spływały mi po policzkach strumieniami. Cody jedną ręką głaskał mnie po włosach, a drugą trzymał na moich plecach. Poczułam, że coś, albo ktoś pycha się pomiędzy nas. Zamknęłam oczy i mocno to do siebie przyciągnęłam.
Cody złapał mnie za ręce, a nasze spojrzenia się skrzyżowały. Pocałowaliśmy się lekko, a następnie ten mały pocałunek zamienił się w namiętnie obściskiwanie się. Słone łzy moje i jego spływał na nasze złączone usta. Poczułam uśmiech dziadka i te same roztańczone oczy hak dziś rano. Odkleiłam  się od chłopaka i spojrzałam na dziadka. Usłyszałam huk jakby kłoda padła. Odruciłam się w stronę Cody'iego, a ob leżał na ziemi lizany przez Sky. Roześmiałam się głośno, a on próbował zrobić naburmyszoną minę. -Widzę, że nie tylko ja się stęskniłam. - uśmiechnęłam się szeroko i pomogłam mu wstać.
-A jednak... - odwzajemnił uśmiech i gorąco mnie pocałował.
-Co, a jednak? - uśmiecha szeroko.
-Tęskniłaś... - robi swoją minę "wygrałem" .
Zatapiam palce w jego włosach, a on znów mnie całuje. Pomimo iż był to bardzo, krótki pocałunek to zaliczam to do jednych z najprzyjemniejszych.
-Always... - wyszeptałam w jego usta.
-Always... - odpowiedział ustami w moich włosach opadających na czoło z wysoko upiętego kucyka.
Kciukiem otarł mi łzy spływające pojedynczo po policzkach.
-Kocham Cię... - szeptał Kiedy Kciukiem ocierał mi łzy spływające pojedynczo po policzkach.
Nic nie odpowiedziałam tylko mocno to Przytuliłam.
Dopiero po chwili zorientowałam się, że cała rodzina zebrała się, aby nas oglądać. Odkręciłam się w ich stronę, a Cody ustał za mną. Oparłam się o niego plecami, Podniosłam jego rękę i przewiesiłam przez swoje ramię. Sky patrzyła się na nas i bystro przekręciła głowę. Em i Rye uwiesili się o moje nogi, a rodzice stali jak nasze odbicie.
Dzidek nie wiadomo skąd stał przy mnie i klepał po ramieniu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz